Hadewijch
Artykuł zawiera spoilery!
Mimo że oceniłem ten film na 8, to padnie tu sporo krytycznych słów. Bo "Hadewijch" jest dla mnie jak wyprawa na K2, której uczestnicy przetrwali najgorszą burzę śnieżną, pokonali najtrudniejsze ściany, ale w końcu nie weszli na szczyt, bo zapomnieli wziąć z namiotu liny. Trudno nie cenić ich siły i odwagi, ale... jak można było zapomnieć liny?!
Zanim jednak o linach, których zapomniał Bruno Dumont, parę słów o tym, dlaczego ten film mógł być naprawdę wielki. Jest to opowieść o dziewczynie, która nie zaznawszy w życiu miłości (rodzice nie interesowali się nią w ogóle, przyjaciół najwyraźniej też nie miała) szuka jej w Jezusie Chrystusie. Kocha Jezusa tak naprawdę, na serio, bardzo mocno. Tylko, że to bardzo nieszczęśliwa miłość. Bo ona tylko daje, a nic w zamian nie otrzymuje. Jest gotowa się głodzić i wyziębiać, byle jej kochanek do niej przemówił, a on milczy. Jak to Bóg. Dumont mówi tu coś naprawdę ciekawego o religii chrześcijańskiej. Co to znaczy kochać Boga? Co zostało z prawdziwej Wiary i Miłości u współczesnych chrześcijan? Czy kochają Boga naprawdę? Nawet dla sióstr zakonnych zachowanie Celine jest niezrozumiałe. Nieszczęśliwa to miłość, która musi być samotna. Nieszczęśliwa to kochanka, która nie czuje dotyku swojego oblubieńca.
Jest i drugi bardzo ciekawy temat w tym filmie. Bo Celine nie widząc pasji i miłości w chrześcijaństwie, dostrzega ją w islamie. Reżyser stara się nam pokazać, skąd bierze się popularność tej religii. Bo może to i wiara "prymitywna", ale przynajmniej szczera. Tu wierzyć znaczy wierzyć, a kochać to kochać. W tej religii ludzie oddają swoje życie za umiłowanego Boga. Islam jest jak stan zakochania, chrześcijaństwo jak okrzepła miłość małżeńska, taka z przyzwyczajenia. Przynajmniej tak wydaje się postrzegać to Celine, która wchodzi w krąg muzułmanów coraz głębiej. By w końcu, powiedziawszy A, powiedzieć i B, pomagając islamskim terrorystom zabijać chrześcijan.
A teraz o linach. Po pierwsze Dumont, który przez większość czasu prowadził fabułę spokojnie, w końcówce nagle bardzo przyspieszył. Decyzja o zostaniu terrorystką jest trudna do zrozumienia. Trudno też pojąć, dlaczego Celine ponownie wróciła do klasztoru. Czemu Dumont nie poświęcił trochę więcej czasu, żeby pokazać nam przyczyny i motywacje? Wcześniej pozwalał sobie na kilkuminutowe ujęcia koncertów, czy placu budowy, by później w najważniejszym momencie kazać nam wszystko wymyślać samemu. Jak dojrzewała Celine do tej decyzji? Jak się poczuła, gdy to zrobiła? Dlaczego wróciła? Przyznam, że nie wiem.
Nie przekonało mnie też aktorstwo i być może to przez nie trudno mi było nie tyle nawet identyfikować się z bohaterką, co wręcz ją zrozumieć. Przesadą oczywiście byłoby powiedzieć, że Julie Sokolowski położyła film. Przez większość czasu grała przyzwoicie, ale w końcówce (modlitwa / płacz przy grocie) nie udźwignęła ważnej sceny. Choć przyznać trzeba, że była to trudna rola i złożona postać.
No chyba że zapomnimy o Bogu i uznamy, że Celine wcale nie kochała Jezusa Chrystusa, tylko po prostu szukała miłości. Jakiejkolwiek. U Boga jej nie znalazła (wtedy można by zrozumieć, dlaczego modliła się i płakała trochę na siłę i bez przekonania). Może znajdzie w ramionach mężczyzny? Ostatnia scena zdaje się to sugerować, aczkolwiek jak dla mnie byłaby to puenta zbyt banalna, jak na film, który wcześniej stawiał tak wiele ważnych pytań.
marylou
Miałam napisać swoją notkę, ale widzę, że mogłabym się pod Twoją podpisać, więc ograniczę się do luźnej refleksji.
Sporo pytań postawił w tym filmie Dumont. Najciekawsze było dla mnie przedstawienie percepcji Boga i pojmowania miłości do niego. Hadewijch utożsamia Jezusa z ciałem, pragnie jego bliskości, dotyku. Zakochanie dziewczyny przypomina raczej nieszczęśliwe uczucie do kolegi. Irracjonalne jest przecież cierpienie wywołane brakiem fizycznego kontaktu z... Bogiem. Na związek w życiu wiecznym też nie ma co liczyć. To jest oczywiste, ale Dumont sygnalizuje tu ważny problem percepcji Chrystusa i tzw. miłości właściwej. Niby chodzi o mistycyzm, przeżycia duchowe, ale jak tu kochać Jezusa czy Matkę Boską, odrzucając ich ludzkie sylwetki? Mówi się przecież, że istnieli i czuli jak my. Zresztą sam człowiek stworzony został na obraz i podobieństwo... Cienka jest więc granica między miłością duchową i "ziemską", zakładającą fizyczność.
Zakochanie dziewczyny tłumaczy geneza irracjonalnej miłości do Jezusa. Dumont wskazuje na samotność i pragnienie ciepła (zmaterializowany, uczuciowo oziębły dom), ale też ludzką potrzebę bliskości cielesnej, co ujawnia się w kontakcie z przyjacielem islamistą. Wiemy więc, że z braku miłości/czułości/bliskości, szuka jej w Jezusie (jak pisałeś, zresztą).
"Islam jest jak stan zakochania, chrześcijaństwo jak okrzepła miłość małżeńska, taka z przyzwyczajenia." - świetnie ujęte. To na pewno jeden z powodów, dla których dziewczę postanowiło podkładać bomby. Do mnie trafiło zdanie islamisty, który tłumaczył, że wiara to broń w WOJNIE o sprawiedliwość - Dumont i tu wskazuje możliwe motywy działania fundamentalistów, kt. wywodzą się z pojmowania wiary i miłości, z religii tolerującej przemoc. Wet za wet.
Nie podobał mi się nagły zwrot akcji, tj. powrót do klasztoru po przygodzie z islamistami. Miałam wrażenie, że coś w filmie przeoczyłam. Wygląda na to, ze Dumont nie miał czasu/cierpliwości, żeby film odpowiednio zakończyć. Chociaż ostatnia scena była dla mnie całkiem niezłą pointą - Hadewijch nie utonęła, bo Bóg (warto uznać, że to był znak z niebios) zesłał jej ratownika z krwi i kości, który da jej ciepło, bliskość i miłość taką, jakiej szuka? Cóż, myślę, że Bóg wiedział, co robi. Zna owce swoje. :) Taka interpretacja utrzymuje przynajmniej, że pomimo braku znaków od Boga on jednak istnieje i w końcu reaguje.
Ach, no i gra aktorska też mnie nie powaliła. Niestety. Mam wrażenie, ze to przez chłopięcość aktorki, która zupełnie mi do dylematów bohaterki nie pasowała...
Esme
W sumie trudno mi uznać Celine za osobę religijną w pełnym sensie tego słowa. Religia niesie ze sobą nakaz zaakceptowania tajemnicy o wszechobecności i niewidzialności Boga. A kiedy Nassir podczas swoich warsztatów zaczyna mówić o Niewidzialnym, ona zaczyna płakać. Ot i cała jej wiara. Celine nie chce wierzyć w Jezusa, ona pragnie go zobaczyć i dotknąć, zupełnie jak niewierny Tomasz.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook